Tablica ku pamięci rozstrzelanych w Zubrzy

Przed kościołem przy ulicy Bałtyckiej kamień z tablicą pamiątkową upamiętnia śmierć mieszkańców wsi Zubrza rozstrzelanych w dniu 19 lipca 1944 roku. Dlaczego obelisk został ustawiony tutaj i kto go ustawił? Spróbujmy opowiedzieć jego historię.

Rok 1943 był przełomowym na froncie wschodnim w czasie II wojny światowej. Armia Sowiecka odnosiła coraz więcej zwycięstw i zaczęła zbliżać się do granic II Rzeczypospolitej. W marcu 1943 Stalin zażądał od polskiego rządu w Londynie uznania linii Curzona jako nowej granicy między Związkiem Sowieckim a Polską, co spowodowało znaczne pogorszenie się stosunków dyplomatycznych pomiędzy Stalinem i rządem londyńskim. Stosunki te zostały ostatecznie zerwane w nocy z 24 na 25 kwietnia na skutek odkrycia tzw. Zbrodni Katyńskiej. 20 listopada 1943 roku został wydany rozkaz dowództwa AK do rozpoczęcia akcji opartej na instrukcjach z 27 października dotyczącej postępowania na wypadek wkroczenia Armii Czerwonej w granice II Rzeczypospolitej. Akcja nosiła kryptonim „Burza”. Miała polegać na mobilizacji wojsk w miarę przesuwania się frontu, atakowaniu cofających się wojsk niemieckich oraz na nasileniu dywersji linii komunikacyjnych. Założeniem było też tworzenie polskiej administracji jako legalnych władz Rzeczypospolitej na terytorium Polski w granicach z 1939 roku.

Wspomina p. Bronisław Dzikowski:
Akcja „Burza” nie mogła ominąć Lwowa i okolic. Oddziały Armii Krajowej rozkazem dowództwa z 5 lipca 1944 we Lwowie miały wyznaczone szczegółowe zadania. W Zubrzy działały dwie radiostacje służące do komunikacji z Londynem. Zmobilizowanych było sporo żołnierzy AK. Obok Lwowa i Zubrzy w lesie stacjonowały także oddziały własowców, które walczyły po stronie niemieckiej. Pech chciał, że późnym wieczorem, a właściwie już w nocy z 18 na 19 lipca 1944 roku w okolicach Zubrzy spotkały się dwuosobowe patrole zwiadowców AK i własowców. Doszło do wymiany ognia. W wyniku strzelaniny jeden z żołnierzy AK został postrzelony w szyję. Z patrolu własowców jeden z żołnierzy został zabity, a drugiemu udało się uciec. Dopuszczenie do udanej ucieczki było brzemienne w skutki. Zwiadowca dotarł do swoich oddziałów. Wieś Zubrza została otoczona wojskiem oraz zostało powiadomione Gestapo we Lwowie o zaistniałym incydencie. W tym samym czasie żołnierze patrolu AK, którzy zdawali sobie sprawę z tego, co może nastąpić w odwecie, postanowili ostrzec mieszkańców Zubrzy. Nie było to łatwe, były późne godziny nocne i wszyscy spali. Po dotarciu do wsi podpalili stodołę, aby w ten sposób podnieść alarm i zwołać mieszkańców. Niestety, do ostrzeżenia nie doszło. Wieś w tym czasie była już otaczana przez własowców, przybyli też funkcjonariusze Gestapo. Wojsko zaczęło wyłapywać ludzi powracających z akcji gaszenia pożaru. Wielu też zostało wyciągniętych ze swoich domów. Złapanych zostało ponad 100 cywilnych osób. Zostali oni zgromadzeni w okolicach szkoły, w której czekali gestapowcy. Ze zgromadzonych cywilów własowcy wybrali około 50 osób, pozostali zostali zwolnieni do domów. Gestapo uznało, że można jeszcze zwolnić połowę. Aresztowane osoby zostały ustawione w kolumnę i wyprowadzone poza zabudowania. Za zabudowaniami zostali rozstrzelani przez konwojujących. Jedna z aresztowanych – młoda dziewczyna – została zabrana przez żołnierzy do jednostki i tam zgwałcona na śmierć.
Nikt z mieszkańców Zubrzy nie wiedział co się stało i dlaczego, wszyscy byli zdezorientowani. Na pewno, gdyby wiedzieli o wcześniejszej potyczce patroli, próbowaliby ucieczki i obrony. Także prowadzona kolumna idąca drogą wzdłuż rosnących zbóż i konwojowana tylko przez 6 własowców miała szansę na ucieczkę. Po opuszczeniu Zubrzy przez Gestapo i własowców wieść o zaistniałej tragedii szybko rozeszła się wśród mieszkańców. Wśród zamordowanych osób było też 7 niezmobilizowanych żołnierzy AK. Kilka dni później zamordowani, oprócz kilku osób, zostali pochowani we wspólnej mogile na cmentarzu w Zubrzy.

Czas goi rany, ale tamte wydarzenia głęboko wryte w pamięć pozostaną żywe na zawsze. Wspomnienia przywołują obrazy tamtych wydarzeń na nowo. Głos mojego rozmówcy trochę się łamie. Nic dziwnego, wśród rozstrzelanych było kilku kolegów pana Dzikowskiego ze szkolnej ławki. Chęć upamiętnienia tego, co się stało powstała dawno, jednak nie były to sprzyjające czasy. Dopiero lata 80-te i odwilż w Związku Radzieckim dały nadzieję na realizację tego planu.

Pan Dzikowski wspomina dalej.
W roku 1989 warszawski oddział NOT zorganizował kilkudniową wycieczkę techniczną do Lwowa. Udało mi się wziąć w niej udział. Przy okazji odwiedziłem Zubrzę. Na cmentarzu mogiła rozstrzelanych była zarośnięta krzakami i nikt o nią nie dbał. Będąc we Lwowie udałem się do Konsulatu Polskiego z listą rozstrzelanych i przedstawiłem prośbę o uporządkowanie mogiły i postawienie pomnika upamiętniającego rozstrzelanych w Zubrzy. Konsul obiecał pomoc. Wspólnie z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej mogiła miała być uporządkowana. W tym czasie krakowski Energopol prowadził prace na cmentarzu Orląt Lwowskich we Lwowie. Przy okazji tych prac miała być ustawiona tablica pamiątkowa z opisem wydarzeń na cmentarzu w Zubrzy. Los jednak zrządził inaczej. Rok 1991 to rozpad Związku Radzieckiego i powstanie między innymi Ukrainy. Władze Ukrainy cofnęły wszelkie ustalenia i pozwolenia. Pomnik upamiętniający zbrodnię własowców nie jest poprawny politycznie na terenie Ukrainy. Projekt całkowicie upadł. W to miejsce powstał nowy pomysł, aby w zamian taki pomnik powstał na cmentarzu komunalnym w Wielgowie. Okazało się jednak, że aby taki pomnik mógł powstać potrzeba sporej ilości dokumentacji i pozwoleń. Potrzebne są też spore środki pieniężne. Przekraczało to moje możliwości. Zwróciłem się do ks. Kazimierza Napierały, proboszcza naszej parafii i przedstawiłem trudności przy chęci realizacji tego pomysłu. Ks. proboszcz wyraził zgodę, aby taki pomnik powstał na terenie kościelnym. Ucieszyłem się z tego. Zostały sprowadzone dwa spore kamienie ze żwirowni koło Stargardu Szczecińskiego. Jeden został wykorzystany do budowy pomnika, a drugi leży do dzisiaj obok budynku plebanii. Zamówiłem w stoczni szczecińskiej tablicę z napisami. Obróbką kamienia i montażem tablicy zajął się zakład kamieniarski ze Sławociesza. Został wykonany fundament i ścieżka z polbruku. Polbruk został też ułożony do figury Matki Boskiej. Wszystkie prace zostały wykonane na mój koszt. 19 lipca 1996 roku, w 62 rocznicę tamtych wydarzeń tablica została uroczyście odsłonięta i poświęcona przez ks. Kazimierza Napierałę. W uroczystości wzięli udział byli żołnierze AK i mieszkańcy Wielgowa.

Tablica upamiętnia nie tylko śmierć rozstrzelanych zubrzan w dniu 19 lipca 1944 roku. Opowiada też kawałek historii z życia naszych przodków. Niech będzie starszym dla przypomnienia, a młodszym dla informacji.
Idąc do kościoła i mijając ten obelisk pomyślmy o tym.

Dziękuję panu Bronisławowi Dzikowskiemu za rozmowę.

Top