Z Kresów Wschodnich na Pomorze Zachodnie

Na konferencji w Jałcie postanowiono kresy wschodnie II Rzeczypospolitej przyłączyć do Związku Radzieckiego. Po zakończeniu II Wojny Światowej Polacy zamieszkujący te ziemie od Dziada-Pradziada znaleźli się nagle poza swoją ojczyzną. Jesienią 1945 roku władze Związku Radzieckiego rozpoczęły kampanię propagandową na rzecz repatriacji Polaków na tak zwane „Ziemie Odzyskane”. Odmowa wyjazdu była jednoznaczna z podpisaniem obywatelstwa Radzieckiego. Rodzice moi, jak i 90% mieszkańców wsi Zubrza kierując się odwiecznym patriotyzmem postanowili wyjechać do Polski. Po załatwieniu wszystkich formalności w Urzędzie Repatriacyjnym wiosną 1946 roku w marcu pierwszy transport Zubrzanów ze stacji kolejowej w Sichowie wyruszył na Zachód. Od tej pory średnio co dwa tygodnie odjeżdżały następne transporty – było ich w sumie pięć. Nasz transport był trzecim z kolei – 5 kwietnia 1946 roku w 14 rocznicę moich urodzin wraz z rodziną ruszyliśmy w stronę granicy Polskiej.

Transportem jechało około 75 rodzin w wagonach towarowych. W oddzielnych wagonach towarowych był inwentarz żywy (konie, krowy, kury) oraz karma dla zwierząt i sprzęt rolniczy. Podróż przebiegała w miarę spokojnie. Pomimo, że jechaliśmy aż 17 dni, to żywności dla ludzi, jak i karmy dla zwierząt starczyło. Największym problemem była woda, tak dla ludzi, jak i dla zwierząt. Jedynym źródłem pozyskiwania wody były studnie na dworcach towarowych, zaopatrujące parowozy. Z higieną osobistą było nie najlepiej – prawie wszyscy nabawiliśmy się wszawicy. Na początku Wielkiego Tygodnia przed Świętami Wielkanocnymi dotarliśmy do Stargardu Szczecińskiego, gdzie po dwudniowym postoju zawieziono nas do Łobza z propozycją osiedlenia się tam. Z pozycji nie skorzystaliśmy i w Wielką Sobotę po raz drugi wylądowaliśmy w Stargardzie. Tym razem kolej definitywnie nakazała nam wyładunek na bocznicy dworca kolejowego. W międzyczasie zupełnie przypadkowo dowiedzieliśmy się, że Zubrzanie z poprzedniego transportu osiedlili się w Stanisławowie i Wielichowie (tak w tym czasie nazywały się Sławociesze i Wielgowo). Pertraktacje z koleją o odholowanie naszego transportu do Zdunowa skończyły się fiaskiem i w drugi dzień Świąt Wielkanocnych musieliśmy się wyładować na wyżej wspomnianej bocznicy. Pierwszy etap podróży dobiegł końca. Rozpoczęła się wędrówka ze Stargardu do Stanisławowa – Sławociesza. Z kramami po dziesięciu godzinach marszu pieszo dotarliśmy do celu tego samego dnia, natomiast zwiezienie całego dobytku furmankami zajęło ojcu kilka dni. Od tej pory Sławociesze i Wielgowo stały się największym skupiskiem Zubrzanów – (dwa transporty) + transport z Rzęsny Polskiej, którzy na Kresach Wschodnich zajmowali się głównie rolnictwem. Nic więc dziwnego, że i tu, na nowym miejscu kontynuowali swoje przywiązanie do ziemi.

Ponieważ nie samym chlebem człowiek żyje, zaszła konieczność zorganizowania szkoły i kościoła, których tak w Sławocieszu, jak i w Wielgowie nie było. Społeczeństwo samorzutnie zaadaptowało na te cele dwa budynki mieszkalne – jeden na szkołę podstawową, a drugi na kościół pod wezwaniem Św. Michała. Wszystkie prace związane z adaptacjami społeczność lokalna wykonała sama i bezpłatnie. Zbliżał się wrzesień, a co za tym idzie rozpoczęcie roku szkolnego i wtedy dopiero zdałem sobie sprawę, że kończą się moje najdłuższe wakacje szkolne, trwające prawie pół roku. Na podstawie świadectwa ukończenia trzech kwartałów siódmej klasy na wschodzie, zostałem przyjęty do drugiej klasy gimnazjalnej Państwowego Gimnazjum i Liceum im. M. Kopernika w Starym Dąbiu (tak wtedy nazywało się Szczecin-Dąbie). Założycielem Gimnazjum był ks. Świetliński, były więzień obozu w Oświęcimiu. Trzeba przyznać, że w tamtych czasach bardzo często to właśnie księża i kościół byli inicjatorami i ostoją organizowania się społeczeństw lokalnych.

W maju 1948 mieszkańcy Sławociesza postawili pierwszy krzyż przydrożny (stoi do dnia dzisiejszego) u zbiegu ulic Samopomocy Chłopskiej i Owsianej. Głównymi wykonawcami krzyża byli między innymi mój dziadek Antoni, mój ojciec Jan i p. A. Sala, ówczesny sołtys Sławociesza. Napis na krzyżu wykonany dłutem „BOŻE BŁOGOSŁAW MIŁEJ OJCZYŹNIE” i data „15.V.1948r” to dzieło mojej skromnej osoby. Poświęcenie krzyża było okazałą uroczystością, zakończoną wielkim festynem w miejscowym Domu Ludowym. Dom ten był miejscem spotkań miejscowej młodzieży organizującej występy artystyczne dla mieszkańców Sławociesza i Wielgowa. W tym samym czasie w Wielgowie powstała drużyna piłki nożnej, piłki siatkowej i sekcja lekkoatletyczna zrzeszone w LZS. Na owe czasy był to prężny klub, osiągający niezłe wyniki. Część lekkoatletów i siatkarzy znalazła się w reprezentacji naszego województwa na Mistrzostwach Polski Ludowych Zespołów Sportowych w 1952 roku w Krakowie.

Tych kilka wspomnień o tamtych czasach napisałem na prośbę mojej wnuczki Martynki, która obecnie ma też 14 lat, tak jak ja przed sześćdziesięcioma laty, kiedy na zawsze opuściłem strony rodzinne, w miłej nadziei, że kiedy ona za sześćdziesiąt lat pisząc o własnych wspomnieniach nie będzie musiała pisać o przykrych wydarzeniach, jakie były udziałem jej dziadków.

Tadeusz Konopczak
Sławociesze, 15.09.2006r

Wspomnienia napisane zostały z okazji 60-cio lecia Szkoły Podstawowej w Wielgowie

Top