Pożar w Wielgowie

W nocy z 22. na 23. kwietnia 2007 roku miał miejsce pożar budynku gospodarczego przy ulicy Przedwiośnie 10 w Wielgowie, który wybuchł około godziny 23-iej. Początkowo większość z okolicznych sąsiadów nie była w ogóle świadoma, iż takie zdarzenie ma w ogóle miejsce. Nawet jedna z osób na widok płomieni w pierwszej myśli stwierdziła, iż może to być po prostu ognisko. Jednakże po krótkiej analizie mój sąsiad słuszniej podjął decyzję o zgłoszeniu pożaru do Straży Pożarnej i tam usłyszał przez telefon, iż takowego zgłoszenia jeszcze do tej pory nie było. Następnie zatelefonował do mnie informując, iż za moim domem pali się budynek. Wybiegłem szybko na dwór i zobaczyłem wielką łunę odblasku płomieni odbijających się naprzeciw pożaru. Podbiegłem do muru oddzielającego mój dom od ulicy Przedwiośnie by ujrzeć kilkumetrowe płomienie trawiące z niezwykłą szybkością spory budynek gospodarczy. Pożar przedostał się również na sąsiednią posesję, głównie do garażu i wypalając pobliską trawę. Okoliczni sąsiedzi za pomocą węża z wodą asekurowali umiejscowiony o kilka metrów od płomieni budynek mieszkalny, który był poważnie zagrożony żywiołem. Czynność ta polegała na polewaniu dymiącego już dachu pokrytego papą. Na szczęście płomienie nie objęły tego budynku, jak również nie poczyniły dużych strat w sąsiadującym obok blaszanym garażu. Okolicą wstrząsnęły co najmniej dwa wybuchy, które były wynikiem spalenia się puszek z farbami. Dokładnie o 23:35 przybył pierwszy wóz strażacki, który wjechał na teren sąsiedniej posesji. Kilku strażaków zaczęło rozwijać węże, ale o dziwo zbytnio im się nie śpieszyło. Po chwili nadjechał radiowóz policyjny, który zatrzymał się przy wjeździe na posesję, na którą wcześniej wjechał wóz Straży Pożarnej. Strażacy rozpoczęli gaszenie pożaru z dwóch stron płonącego budynku, którym była połączona komórka na narzędzia z gołębnikiem. W międzyczasie nadjechał drugi wóz strażacki zatrzymując się przed radiowozem policyjnym. Jeden ze strażaków rozwinął kolejnego węża a inny wyjął bosak, którym pomagał następnie przy zwalaniu pozostałości z palącej się konstrukcji budynku jak i wyławianiu niektórych metalowych przedmiotów. Cała akcja trwała godzinę, czyli stosunkowo długo. Strażacy skrupulatnie dogaszali wszelakie miejsca, w których wciąż tlił się ogień. Stojąca przy spalonym budynku wysoka brzoza została również ostudzona wodą, gdyż i jej ogień nie oszczędził. Całemu zdarzeniu nie towarzyszyła żadna grupa gapiów, gdyż prawdopodobnie o tej porze większość z ludzi już spała i nawet nie była świadoma zaistniałej sytuacji. Dokładnie o godzinie 0:37 opuścił miejsce zdarzenia ostatni wóz strażacki, który przy okazji miał duże problemy z wyjechaniem na ulicę.

Według szacunków właścicieli posesji, straty opiewają na sumę 3,5 tysiąca złotych. Spłonęły cenne narzędzia, m.in. kosiarka i wiertarka oraz wiele użytecznych sprzętów ogrodniczych oraz technicznych. Siła żywiołu była tak silna, przez co znajdujące się w epicentrum pożaru silniki elektryczne zostały po prostu stopione. Zginęły również 4 kury i 13 gołębi, cudem uratowano króliki. Wciąż jeszcze nie jest znana przyczyna tego pożaru. Prawdopodobnie było to zaprószenie ognia, jednakże w takim przypadku pozostają nam jedynie domysły, gdyż nikt zapewne nie przyzna się publicznie do winy. Całe szczęście, że pożar nie przedostał się na sąsiedni budynek mieszkalny. Wówczas straty byłyby o wiele większe.

Obserwując z wysokości akcję gaśniczą po raz kolejny uświadomiłem sobie, jakim niebezpiecznym żywiołem jest ogień. W ciągu kilku minut można stracić dorobek swojego życia. Dlatego prośba do wszystkich, uważajcie na swoje otoczenie, budynki, które stoją na waszych posesjach. Zabezpieczajcie je przed ewentualnym pożarem, gdyż najlepszym lekarstwem na wszystko jest zapobieganie wydarzeniu.

red. Paweł „V-12” Ruczko
Szczecin, 24.04.2007 r.

Top