Wichura na prawobrzeżu

Czwartek, 18. stycznia 2007 roku. Lokalne media ostrzegają przed zbliżającym się huraganem, który według zapowiedzi synoptyków może osiągać nawet 130 km/h. Popołudniowa aura nie zapowiada jeszcze nadchodzącego silnego wiatru, ale za to około godziny 16’tej nadchodzi potężna ulewa, która nie szczędzi nikogo, kto w tej chwili znalazł się na ulicy. Po pewnym czasie deszcz ustępuje, jednakże wiatr stopniowo potęguje swoją moc. Wieczorem następują pierwsze, chwilowe przerwy w dostawie prądu. Wiatr wzmaga się coraz silniej i słychać jego potężny szum przez okno. Awaria trakcji elektrycznej w zasadzie staje sie już kwestią minut i rzeczywiście, około godziny 23’iej gaśnie prąd w wielu dzielnicach Prawobrzeża. Wielgowo tonie w ciemnościach i jedynie nieliczne płomienie świec w oknach świadczą o jakimkolwiek istnieniu tutaj ludzkości.

Wychodzę przed dom. Nie boję się ani ciemności ani szalejącego żywiołu. Przede mną roztacza się niesamowity widok. Ciemność, niecodzienny mrok i ledwie widoczne, majaczące w tle zarysy domów sąsiadów i byłej Stolarni. Silne podmuchy wiatru utrudniają poruszanie się, drzewa uginają się niemalże do samej ziemi a na pobliskim słupie zatrzymuje się potężny kawałek folii, hałasując przy tym niemiłosiernie. Wkrótce gaśnie także prąd na stacji kolejowej w Szczecin Zdunowie i praktycznie cała okolica wygląda teraz na wymarłą.

Piątek, 19. stycznia. Otoczenie przypomina krajobraz niczym po wojnie. Ulice żaścielone są olbrzymią ilością gałęzi. Przemierzam ulice Przedwiośnie i Długą w Wielgowie i oglądam skutki wichury. Szkolny sklepik cudem ocalał przed potężną brzozą, która runęła dosłownie centymetry obok budynku, niszcząc przy okazji ogrodzenie. Rogatki na przejeździe kolejowym na stacji Szczecin Zdunowo zostały uszkodzone i w owym czasie były naprawiane przez kolejarzy. Dalszy widok nie był zbytnio optymistyczny. Pobliski las witał widokiem dużej ilości połamanych i wyrwanych z korzeniami drzew. Przy bramie wjazdowej do szpitala w Zdunowie wichura powaliła potężną sosnę. Po drodze widać było, że niektóre drzewa padały na ulicę i tarasowały przejazd, przez co niezwykle dużo roboty mieli nad ranem pracownicy straży pożarnej i zieleni miejskiej. Na Sławocieszu oczywiście rzucały się w oczy powalone drzewa, których najwięcej było przy miejscach, w których były wcześniej wycinki drzew. Okolice Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 1 przy ul. Przylesie również ucierpiały mocno tej nocy i kilka dorodnych świerków zostało zrównanych z ziemią. Szosa Stargardzka po obu stronach witała nas również przerażającym widokiem i olbrzymia ilość powalonych drzew rozpościerała się praktycznie co każdy krok. Oglądając ten krajobraz po wichurze porównałem las do społeczeństwa a połamane i przewrócone drzewa do jednostek, które każdego dnia wykruszają się z różnych powodów. Zastanawiałem się również, czy niektóre drzewa można by było uratować, zwłaszcza kiedy nie są one całkowicie wyrwane, a jedynie częściowo pochylone i opierają się o inne drzewa.

Wkrótce media przekazują pierwsze informacje dotyczące skutków wichury. W Kijewie doszło do tragicznego wypadku, kiedy to jeden z dwóch mężczyzn próbujących uzyskać drewno na opał z powalonego drzewa, które zahaczyło o linię wysokiego napięcia 110 KV, został porażony śmiertelnie prądem. Według relacji pana Jarosława Dobrzyńskiego z Zakładu Dystrybucji Energii „Enea”, na tamtą chwilę zerwanych było aż 750 linii napowietrznych w całym naszym regionie. Na terenie Prawobrzeża szacunkowo uszkodzonych zostało 13 linii 110 kV (wysokie napięcie), 153 linii 15 kV (średnie napięcie), oraz 2100 stacji transformatorowych bez zasilania (m.in. na Sławocieszu).

W dramatycznej sytuacji znalazł się m.in. szpital w Zdunowie, gdzie braki w dostawie prądu były uzupełniane dzięki agregatowi prądotwórczemu. Odwołano około 20 zaplanowanych operacji i skupiono się tylko na zabiegach, które miały ratować ludzkie życie.

Najbardziej odczuwali brak prądu przede wszystkim mieszkańcy Kijewa, Żydowiec, Płoni, Śmierdnicy, Jezierzyc, Wielgowa, Sławociesza, Zdunowa oraz niektórych rejonów Dąbia. Dodatkowo Dąbie zostało pozbawione na dłuższy czas ciepłej wody, która z powodu braku zasilania nie mogła być dostarczana przez Szczecińską Energetykę Cieplną.

Wichura wyrządziła wiele szkód, wśród których warto wymienić poważne uszkodzenia nagrobków przez zwalone drzewa na cmentarzu w Zdrojach. Według relacji pracowników Zakładu Usług Komunalnych, widok w tym miejscu przypominał krajobraz po przejściu trąby powietrznej. Szacunkowe dane podane przez leśników wskazują na powalenie w lasach miejskich około 1000 metrów sześciennych drzew. Jednakże dane te z całą pewnością były tylko powierzchowne, ponieważ na pierwszy rzut oka trudno jest obliczyć tak poważne zniszczenia.

W ciągu dnia pracownicy ENEI w pocie czoła naprawiali skutki nocnej wichury. Efektem ich pracy było przywrócenie zasilania dużej części Prawobrzeża. Niestety, drugą noc z rzędu bez prądu musieli spędzić m.in. mieszkańcy Wielgowa, Sławociesza, Zdunowa, Płoni, Śmierdnicy i Jezierzyc. Całe osiedla tonęły w ciemnościach, jedynie stacja kolejowa w Zdunowie posiadała zasilanie. Wielgowo wówczas wyglądało ponuro, ale i niesamowicie. Wysiadając około 21’ej z autobusu ogarnęła mnie niespotykana ciemność i tajemniczość. Po lewej stronie majaczył wizerunek Szkoły Podstawowej nr 13 a po prawej domy na ul. Długiej, w których oknach widać było tlące się świeczki. Trzeba było wówczas nieźle wytężyć wzrok, aby nie wdepnąć w jedną z licznych kałuż m.in. na ulicy Przedwiośnie, nieudolnie utwardzonej zeszłego roku przez drogowców. Było to niesamowite przeżycie, podziwiać całą okolicę bez prądu, dopiero trzeci raz w moim życiu.

Około drugiej w nocy przywrócono zasilanie w szpitalu w Zdunowie. W sobotę po południu dostarczono prąd większości pozostałym osiedlom poza nielicznymi wyjątkami, np. brakowało zasilania ulicznego na Sławocieszu. Najdramatyczniejszą sytuację mieli mieszkańcy Płoni i dalszych okolic, gdzie prądu jeszcze nie było wieczorną porą.

Była to najpoważniejsza wichura od wielu lat, która wyrządziła wiele poważnych szkód. Wydarzenie to pokazało, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od elektryczności i nie przyzwyczajeni zbytnio do funkcjonowania bez prądu i ciepła. Możemy mieć jedynie nadzieję, iż takie sytuacje będziemy doświadczać w naszym życiu jak najrzadziej.

Paweł „V-12” Ruczko
Szczecin, 23.01.2007 r.

Top