Katarzyna Jastrzębska

Dnia 25 listopada 1909 r. w Rzęśnie Polskiej, niedaleko Lwowa, w Galicji pod berłem Habsburgów, na świat przyszła pani Katarzyna Ruda, córka Michała i Franciszki. Kiedy wybuchła I wojna światowa ciocia Katarzyna miała 5 lat Oprócz niej, była jeszcze czwórka rodzeństwa. Ojciec Michał bardzo ciężko chorował i nie mógł brać udziału w wojnie, matka zaś musiała opiekować się całą rodziną.

Oto wspomnienia Katarzyny z czasów I wojny światowej:

„Wojska rosyjskie zajęty naszą wieś – Rzęsną Polską. Rodzice razem ze mną i moim rodzeństwem chowali się w piwnicy. Głód był niesamowity. Utworzono komitet wojenny, który rozdawał deputaty żywnościowe. Moi rodzice mieli gospodarstwo rolne i z jego dochodów utrzymywali naszą rodzinę. W bardzo ciężkich warunkach doczekaliśmy roku 1918; i wtedy wybuchła wojna polsko-ukraińska. 1 listopada 1918 r. – we Lwowie władzę objęli Ukraińcy. Na okoliczne wioski padł strach. Grupy Ukraińców, często pod hasłami: „będziem bić, będziem rżnąć nożem i tak swojej Ukrainie dopomożem” dokonywały napadów. Lwowa broniły dzieci szkolne i tak narodziła się legenda „orląt lwowskich”. Polskie wojsko przybywające ze strony Przemyśla z pomocą, odbiło Lwów. 22 listopada miasto Lwów – Semper Fidelis (zawsze wieczny) znalazła się w rękach Polaków.

Rzęsna Polska miała również swój udział w wojnie polsko-ukraińskiej w 1918 r. Znajdował się tam skład broni i umundurowania, który pozostawiła armia austriacka. Zatem Rzęsna stała się magazynem dla załogi obrony Lwowa. W książce pt. „Obrona Lwowa” pojawiają się nazwiska członków mojej rodziny: Bonter, Cały i Rudy”.
Po odzyskaniu niepodległości, tradycje legionowe i Związku Strzeleckiego, były w Rześnie nadal pielęgnowane. Byli uczestnicy walk należeli teraz do straży pożarnej, byli członkami orkiestry i wielu z nich nadal było rolnikami.

Młoda Katarzyna należała do Koła Gospodyń. Gromadziło ono kobiety wiejskie, które pod kierownictwem młodych nauczycieli państwa Jasińskich, organizowały jasełka, przedstawienia okolicznościowe, zabawy wiejskie, uczyły się robótek ręcznych, wymieniały się przepisami kulinarnymi. Moja ciocia do dzisiaj pamięta patriotyczną pieśń, którą mi podyktowała:

„Kto Cię wołał Legionisto,
Kto Cię wołał w bój?
Wołała mnie Polska Matka,
Polska Wioska, Polska Chatka,
Abym szedł na bój.
Wzywały mnie trudy boli
Za kajdany, za niewolę,
Abym szedł na bój”.

W 1930r., w wieku 21 łat, Katarzyna wyszła za mąż za Tomasza Jastrzębskiego, rolnika z Rzęsnej. W ślubnym wianie, znalazły się 4 hektary ziemi, na której młodzi gospodarowali do czasów wojny. W wyniku układów jałtańskich i poczdamskich Lwów znalazł się w granicach Związku Radzieckiego. Małżeństwo Jastrzębskich, podobnie jak i wielu Polaków mogło pozostać na miejscu i żyć w innym państwie lub zdecydować się na tułaczkę w nieznane. Zdecydowali się na wyjazd na Ziemie Zachodnie.

Ze wspomnień pani Katarzyny Jastrzębskiej:
„1 kwietnia 1946 r. we Lwowie ogłoszono ewakuację przymusową. Wszyscy mieszkańcy Lwowa i jego okolic, zmuszeni byli do natychmiastowego opuszczenia swoich posiadłości. Tego dnia cała grupa repatriantów, w tym ja i moja najbliższa rodzina, zostaliśmy wywiezieni na stację do Lwowa, mieszczącą się przy ulicy Gródeckiej. Każda rodzina mogła wziąć tylko dwie tony swojego dobytku (m.in. zwierzęta, narzędzia rolnicze, paszę dla zwierząt). Nasz pobyt na stacji trwał całą dobę, gdyż nie przyjechał pociąg, który miał nas wywieźć na Ziemie Zachodnie. Po przybyciu pociągu towarowego, mnie, męża i całą rodzinę wraz z bagażami wsadzono do wagonu z innymi trzema rodzinami. Natomiast na bydło, trzodę chlewną i sprzęt rolniczy, były osobne wagony. W całym składzie pociągu był jeden wagon przeznaczony na pomoc medyczną. Ze Lwowa do Szczecina jechaliśmy 17 dni Była to bardzo długa, trudna i męcząca podróż. Jechaliśmy jak zwierzęta. Po drodze pociąg zatrzymywał się parę razy. Podczas tych postojów zaopatrywaliśmy się w wodę pitną oraz żywność. Karmiliśmy i poiliśmy swoje zwierzęta. Maszynistami tego pociągu byli Ukraińcy – ludzie bez poczucia jakiejkolwiek delikatności. Swoim prowadzeniem pociągu wyrządzali ludziom wiele krzywd. Nagłe hamowania, szarpania i ruszenia pociągu doprowadzały do skaleczeń np. skrzynie, które były ustawione piętrowo, spadały na ludzi, w tym również dzieci. W wagonach panował straszny ścisk i bród. Po 17 dniach dotarliśmy na stację Stargard Szczeciński, następnie znaleźliśmy się na stacji Gryfino i stamtąd dopiero przyjechaliśmy na stację Szczecin Zdunowo. Po otwarciu drzwi wagonów, zaczął się płacz, lament i rozpacz za naszą ojcowiznę i za naszym kochanym Lwowem. Wokół pustka, łąki, lasy i zaniedbane domy. Na stacji Szczecin Zdunowo spędziliśmy jeszcze dwie doby. Nikt nie dał nam żadnego schronienia. Musieliśmy sami szukać sobie mieszkań. Pierwszy mój dom mieścił się przy ulicy Mickiewicza (dzisiaj Fiołkowa). Po dwóch tygodniach poszukiwań innego gospodarstwa rolnego, przeprowadziliśmy się do domu przy ulicy Wincentego Witosa (obecnie ulica Bałtycka). Domy były bardzo zniszczone w czasie działań wojennych. Wymagały gruntownych remontów. Jedynym źródłem utrzymania, było pięciohektarowe gospodarstwo rolne. Razem z mężem ciężko pracowaliśmy na roli. Byliśmy zobowiązani zdawać dla państwa obowiązkowe dostawy tj. 125 kg mięsa, 10 metrów ziemniaków.
Mimo ciężkich czasów wigilię i święta Bożego Narodzenia, starałam się przygotować według tradycji wyniesionych z domu rodzinnego. Oprócz opłatka były również tradycyjne potrawy tj.:
– kutia – głównymi składnikami są: pszenica, mak, miód i bakalie;
– kulebiak – głównymi składnikami są grzyby i kapusta;
– pierogi ruskie.
Również tradycja wymagała, aby ojciec, jako najstarszy w rodzinie, smarował chleb miodem, kładł na to opłatek i zanosił zwierzętom do „ chliwu”.

W 1972r.zmarł mąż Tomasz, z którym Katarzyna przeżyła 42 lata w niezwykłej harmonii. Niestety, nie doczekali się potomstwa.

Ślub Katarzyny i Tomasza w 1930r.

Katarzyna (stoi obok brata Jana Rudego) w otoczeniu krewnych w 1966r.

Mimo podeszłego wieku, moja ciocia cieszy się nadal dobrą pamięcią i zdrowiem. Jest moją daleką krewną, którą bardzo kocham. Lubię rozmawiać z ciocią Katarzyną, ponieważ dzięki tym rozmowom poznałam niektóre wydarzenia historyczne XX wieku, o których ja w przyszłości opowiem moim potomkom.

Autor: Lilianna Żukocińska
Praca napisana pod opieką pani mgr Teresy Staranowicz w 2002 roku.

Reedycja, poprawki: Paweł „V-12” Ruczko

Top