Tomasz Grodzki

Rozmowa z prof. dr. hab. med. Tomaszem Grodzkim dyrektorem Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie Zdunowie

Sylwetka:
ur. 13.05.1958 w Szczecinie w rodzinie lekarskiej.
1977 – ukończenie II LO w klasie matematyczno-fizycznej (wych. E. Rosolska).
1977-1983 – studia w Pomorskiej Akademii Medycznej ukończone z wyróżnieniem.
1991 – specjalizacja II stopnia z chirurgii klatki piersiowej i doktorat. Rozprawa doktorska: „Ocena wpływu całkowitego wycięcia opłucnej ściennej na czynność wentylacyjną z powodu nawrotowej odmy samoistnej”, Pomorska Akademia Medyczna w Szczecinie; Wydział Lekarski, 1991.
1995 – ordynator Oddziału Torakochirurgii Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie Zdunowie (do chwili obecnej).
1998 – dyrektor szpitala w Szczecinie Zdunowie (do chwili obecnej).
2003-2004 – Prezydent European Society of Thoracic Surgeons (ESTS) – jeden z nielicznych Polaków na stanowisku prezydenta naukowego towarzystwa medycznego szczebla europejskiego.
2002 – tytuł honorowy Ambasadora Szczecina.
2003 – habilitacja. Rozprawa habilitacyjna: „Ocena wybranych parametrów czynności układu oddechowego po operacji wycięcia płata w porównaniu do wycięcia segmentu płucnego z zastosowaniem badań radioizotopowych”, Pomorska Akademia Medyczna w Szczecinie; Wydział Lekarski, 2003.
2004 – jako pierwszy Polak – członkostwo w American Association for Thoracic Surgery

Okręgowa Rada Lekarska – funkcje:
członek Prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej, delegat na Okręgowy Zjazd Lekarzy, członek komisji ds. współpracy międzynarodowej, pełnomocnik Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie ds. Integracji z Unią Europejską, przewodniczący komisji ds. rejestru lekarzy cudzoziemców Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie.

Pan Tomasz Grodzki pełni również funkcję Prezesa Klubu Torakochirurgów Polskich. Jest założycielem Fundacji Rozwoju Transplantologii w Szczecinie. Organizuje i uczestniczy w licznych sympozjach naukowych w kraju i poza granicami. Jest radnym miasta Szczecina.
Liczne staże krajowe i zagraniczne, w tym w siostrzanym mieście Szczecina St. Louis.

Zainteresowania zawodowe: leczenie operacyjne nowotworów płuc, transplantacje płuc, chirurgia przełyku i tchawicy.
Hobby: sport (narciarstwo, tenis, piłka nożna), podróże, literatura.

Rozmowa:

– Może zaczniemy od tego, co dla Szpitala jest bardzo ważne, a mianowicie otrzymanie w 2005 roku Certyfikatu Systemu Jakości w zakresie spełnienia wymagań normy PN-EN ISO 9001:2001. Co Szpital musiał zrobić, stworzyć, spełnić aby otrzymać ten Certyfikat i co otrzymanie tego Certyfikatu dało dla Szpitala?

– Otrzymanie certyfikatu ISO jest wynikiem wysiłku całej załogi, która wykonała ogromną pracę przystosowującą szpital do spełnienia wymogów normy, najogólniej rzecz ujmując zobowiązującej szpital do przestrzegania szeregu procedur, zapewnienia ich powtarzalności oraz wprowadzenia mechanizmów kontroli jakości. Należy podkreślić, że bazą do starań o certyfikat ISO była przyzwoita jakość pracy szpitala w dłuższej perspektywie czasowej oraz bardzo dobra opinia o jednostce, na którą zapracowały kolejne pokolenia pracowników. Proces certyfikacji pozwolił jedynie na usystematyzowanie prowadzonych działań, ujęcie ich w ramy opisywalnych procedur oraz wdrożenie załogi do rutynowego stosowania zaprojektowanych rozwiązań. Tu dotykamy dość istotnego punktu certyfikacji – mianowicie jest to proces ciągły, który nie może być zarzucony po uroczystym odebraniu dyplomu, tylko na stałe musi zagościć w mentalności załogi szpitala. Służą temu między innymi okresowe audyty i recertyfikacje, ale najważniejsza wydaje się samoświadomość poszczególnych wykonawców. Chciałbym w tym miejscu podkreślić szczególne zasługi Naczelnego Pielęgniarza Pana Zygmunta Sitko, który położył ogromne zasługi w całym procesie dochodzenia do certyfikatu.

– Kieruje Pan jednym z największych oddziałów Chirurgii Klatki Piersiowej w Polsce. Jak układa się współpraca z innymi tego typu oddziałami zarówno w Polsce, jak i poza granicami?

– Oddział, którym mam zaszczyt kierować, został podniesiony do rangi oddziału klinicznego Pomorskiej Akademii Medycznej, co pośrednio świadczy o jego randze w regionie oraz całym kraju. Innym wyrazem uznania dla naszych dokonań był wybór dokonany przez kolegów w kraju, powierzający mi obowiązki prezesa elitarnego Klubu Torakochirurgów Polskich oraz przez środowisko torakochirurgów europejskich, którzy obdarzyli mnie zaszczytną funkcją prezydenta European Society of Thoracic Surgeons w latach 2003-2004. Myślę, że przytoczone fakty same za siebie mówią o docenianiu rangi Oddziału, co jest zasługą wielu lat nieprzerwanych wysiłków kolejnych ordynatorów począwszy od śp. Leszka Frycza, a skończywszy na cegiełkach, dokładanych do tego dzieła przez wielu pracowników Oddziału, których przez te wszystkie lata przewinęła się cała rzesza. Trzeba pamiętać, że dobrą reputację zbudować bardzo trudno, a zmarnować ją można bardzo szybko.

– Czy rozpoczęcie pracy w Szpitalu to był Pana świadomy wybór i dlaczego?

– W życiu nie przypuszczałem, że będę pracował w szpitalu Zdunowskim. Co więcej, podczas studiów nie mieliśmy w tamtych latach zajęć z torakochirurgii, tak, że swoją przyszłą dyscyplinę zawodową znałem jedynie teoretycznie. Tak się złożyło, że w trakcie studiów zaangażowałem się po stronie politycznej wówczas uznawanej za zakazaną, co skutkowało przykrym faktem, że mimo ukończenia studiów z wyróżnieniem nie byłem w stanie znaleźć pracy mimo obowiązującego wówczas komunistycznego prawa, dającego w teorii możliwość swobodnego wyboru miejsca pracy przez najlepszych studentów. Okazało się to fikcją, zaś wszelkie moje odwołania pozostały bez odpowiedzi. W efekcie wylądowałem w ówczesnym zoz-ie budowlanym, obecnie Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy, gdzie terminowałem przez kilka miesięcy. W trakcie kolejnej „odwilży”, przy nieocenionej pomocy dyrektora Wagnera, udało mi się uzyskać zgodę na podjęcie pracy w Zdunowie. Traktowałem to jak dar od niebios, gdyż wreszcie mogłem zacząć uprawiać ukochaną chirurgię, choć moja wiedza z konkretnej dziedziny chirurgii klatki piersiowej była, jak już mówiłem, czysto teoretyczna. Szczęśliwie okazało się, że w oddziale kierowanym przez dra Frycza są doskonałe możliwości rozwoju, a starsi koledzy z ordynatorem na czele są świetnymi torakochirurgami, od których można się mnóstwo nauczyć. Później pojawiły się możliwości zmiany pracy ale widząc, pod jak dobre skrzydła trafiłem, nawet nie rozważałem ich na poważnie, decydując się związać swoje losy z naszą jednostką.

– Jak wspomina Pan początki swojej pracy w Szpitalu? Co się zmieniło na lepsze, a czego nie powinno być?

– Gdy zaczynałem pracę w szpitalu, jednostka mimo formalnej nazwy „de facto” była jeszcze po części sanatorium. Chorzy leżeli w szpitalu długo, wykonanie badań laboratoryjnych po południu było nieomal niemożliwe, rytm dnia regulował autobus dowożący pracowników z centrum miasta. Zycie w szpitalu toczyło się zdecydowanie leniwiej niż obecnie, leczyliśmy w skali roku znacznie mniej chorych. Na oddziale torakochirurgii wykonywano ok. 100 operacji rocznie, podczas gdy obecnie ich liczba przekracza 700 w skali roku. Otwarcie oddziału wewnętrznego i przyjście znakomitych lekarzy (że wspomnę choćby dra Marka Sella czy Zbigniewa Kowalewskiego) zdynamizowało szpital, który powoli przekształcał się w nowoczesną specjalistyczną placówkę leczniczą. Kolejnym impulsem do rozwoju były dodatkowe środki z budżetu centralnego oraz funduszy unijnych, które pozwoliły na istotne doposażenie szpitala w bardzo nowoczesny sprzęt diagnostyczny i leczniczy. Doceniając zasługi poprzednich pokoleń dyrektorów i pracowników szpitala mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że szpital sprzed 23 lat a teraz to nieomal dwie różne jednostki. Trzeba dodać, że nie ma innego wyjścia, jak tylko dalszy rozwój szpitala w kierunku wysokospecjalistycznej jednostki, zgodnie z zasadą „kto się nie rozwija, ten się cofa”.

– Oprócz funkcji Ordynatora Chirurgii Klatki Piersiowej i Dyrektora Szpitala pełni Pan szereg innych funkcji w innych instytucjach i organizacjach, także międzynarodowych. Jest Pan także radnym. Jak znajduje Pan czas na wszystkie obowiązki?

– Muszę przyznać, że jest to coraz trudniejsze, a było zupełnie niemożliwe bez ogromnego wsparcia ze strony moich współpracowników oraz tolerancji rodziny. Udało się nam wypracować przez te lata pewien styl pracy polegający na wzajemnym zaufaniu oraz delegowaniu różnych zadań do poszczególnych osób ze sporym marginesem swobody decyzyjnej, co przeważnie owocuje wywiązaniem się z nałożonych obowiązków lepiej od oczekiwań. Nowoczesne media umożliwiają nam łączność w obrębie dyrekcji o każdej porze i z każdego miejsca na świecie, a zasada pracy zespołowej powoduje, że udaje nam się zrealizować nałożone zadania nie tylko terminowo, ale często na poziomie trudnym do osiągnięcia przez inne szpitale. Powtarzam, nie byłoby to możliwe bez grona oddanych współpracowników oraz akceptacji całej załogi szpitala. Oczywiście zdarzają się spiętrzenia zadań i obowiązków przyprawiające o ból głowy, ale to jest niestety rzeczywistość większości dyrektorów, tak więc nie należy się skarżyć.

– Jak ocenia Pan działalność Szpitala w sensie potrzeby dla społeczeństwa?

– Myślę, że obecnie jest to poza wszelką dyskusją, choć w przeszłości prowadzono dziwne rozmowy dotyczące przyszłości szpitala, podszyte ewidentnie niedobrymi intencjami, nie podpartymi rzetelną analizą potrzeb zdrowotnych w mieście i regionie. Jesteśmy dużą jednostką, świadczącą niejednokrotnie unikalne usługi dla całego regionu, niespotykanie nigdzie indziej w promieniu kilkuset kilometrów (np. torakochirurgia) Jesteśmy największym ośrodkiem pulmonologicznym i ortopedycznym na Pomorzu, zaś chirurgia ogólna jest jedynym tego typu oddziałem na prawobrzeżu Szczecina. Nie obawiamy się proponowanej ustawy o sieci szpitali, gdyż mamy pewność, że unikalny wysokospecjalistyczny charakter szpitala oraz wysoka jakość świadczonych tutaj usług są najlepszymi gwarantami spokojnej przyszłości.

– Co czeka w najbliższej przyszłości Szpital? Jakie zmiany w funkcjonowaniu są planowane?

– Szpital stara się obecnie o pozyskanie dużego grantu z Unii Europejskiej, który pozwoli nam zbudować nowe skrzydło szpitala oraz odnowić istniejące, co z jednej strony zapewni nam na długi okres właściwe zaplecze operacyjne (gdyż obecna ilość sal operacyjnych powoli staje się niewystarczająca), z drugiej zaś pozwoli dostosować jednostkę do wymogów ustawy o standardach obowiązujących szpitale, która zacznie obowiązywać od 2010 roku. Między innymi wzbogacimy się o lądowisko na dachu nowej części szpitala z windą prosto na sale operacyjne, co wreszcie zapewni właściwe warunki transportu dla ciężko rannych ofiar wypadków. Plany są gotowe, rozmowy zaawansowane, ale nie chcę zapeszać przed ostatecznym podpisaniem grantu. Dalej będziemy musieli dbać o utrzymanie i poprawianie standardów jakościowych itd. Zadań jest sporo i zajęcia nie zabraknie, ale wierzę głęboko, że szpital, na trwałe wpisany w rzeczywistość naszego miasta i regionu, dalej będzie się harmonijnie rozwijał na pożytek pacjentów.

Dziękuję za rozmowę.
Zapraszam do odwiedzenia strony internetowej p. Tomasza Grodzkiego: www.tomaszgrodzki.pl

Top