Edward Dziedziak

Wywiad z panem Edwardem Dziedziakiem, byłym dyrektorem szkoły, który pełnił tę funkcję przez 25 lat.
O początkach pracy i refleksjach dotyczących młodzieży rozmawiają uczennice kl. VIIIc Anna Janowska i Małgorzata Zioło. Rozmowa przeprowadzona w 1996 roku.

Rozpoczął Pan pracę w Wielgowie w 1955 roku. Jakie były początki Pańskiej kariery zawodowej i jak trafił Pan do naszej miejscowości?

Kiedy po wojnie rozpoczynano pracę oświatową na Pomorzu Zachodnim, brakowało nauczycieli. Powiadomił mnie o tym listownie, mieszkałem wówczas w Tarnowie, mój znajomy. Zachęcony przez niego przyjechałem z żoną do Szczecina w 1946 roku. Zanim trafiłem do Wielgowa, kierowałem szkołą średnią w Nowogardzie, później pracowałem w Liceum Pedagogicznym w Myśliborzu, aby po kilku latach wrócić znów do Nowogardu na stanowisko dyrektora powstającego tu Liceum Pedagogicznego.

Jak wspomina Pan pierwsze lata w Wielgowie? Z jakimi trudnościami musiał Pan sobie radzić jako dyrektor?

Dyrektorem zostałem w 1957 roku i na tym stanowisku przepracowałem do 1982 roku. A początki były trudne… Najwięcej kłopotów sprawiały nam warunki lokalowe. Szkoła mieściła się w trzech oddalonych od siebie budynkach, między którymi przemieszczało się 7 nauczycieli kilka razy dziennie.

Zmiana nastąpiła, gdy wybudowano nową szkołę, w której się obecnie znajdujemy.

To prawda. Do dziś nie wiem, który z moich argumentów wpłynął na decyzję władz Szczecina, wydających zgodę na wybudowanie nowej szkoły. W centrum miasta nie było żadnego nowego budynku szkolnego, a tu w Wielgowie, na peryferiach stanęła nowowybudowana szkoła. Trzeba przyznać, że tempo robót było imponujące. Zaczęto budowę w sierpniu 1958 r., a już w następnym roku, we wrześniu zadzwonił w tych murach pierwszy dzwonek.

Proszę coś opowiedzieć o kadrze pedagogicznej.

Nauczyciele nie mieli wystarczających kwalifikacji. Uczyć mógł każdy uzdolniony, który ukończył przynajmniej szkołę podstawową oraz kurs pedagogiczny. W trakcie pracy musiał się jednak dokształcać. Mimo to pamiętam z tamtego okresu ogromne zaangażowanie uczniów i nauczycieli w życie szkoły i środowiska. Przykładem może być klub sportowy i kino „Marzenie”, które powstały dzięki wspólnej pracy uczniów i ich wychowawców.

Jak oceniłby Pan siebie jako Dyrektora?

Byłem wymagający dla uczniów i nauczycieli. Jedni i drudzy czuli przede mną respekt. Moja dewiza brzmiała: każdy musi pracować intensywnie i twórczo. Wymagałem tego zwłaszcza od kadry pedagogicznej. Zaowocowało to na przykład powstaniem klasy dla dzieci niedostosowanych społecznie. Utworzyliśmy 15-osobową klasę dla chłopców sprawiających trudności wychowawcze. Prowadził ją mocną ręką pan Kazimierz Mazur. Dotychczas nie słyszałem, żeby któryś z tych uczniów zszedł na złą drogę. Być może niektórzy pamiętają, że w Wielgowie istniała Zasadnicza Szkoła Ogrodnicza. Funkcjonowała ona aż do mojego odejścia, do 1982 roku.

Pańska praca została doceniona licznymi odznaczeniami i dyplomami. Które z nich jest dla Pana najcenniejsze?

Wielokrotnie otrzymywałem odznaczenia. Wśród nich jest Krzyż Kawalerski, Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi i inne, ale najcenniejsza dla mnie jest nagroda Prezydenta m. Szczecina, którą otrzymałem w 1963 roku za zasługi dydaktyczno-pedagogiczne. Również cenię sobie wpis do Księgi Zasłużonych dla m. Szczecina, którego dokonano w 1976 roku.

Jako pedagog obserwuje Pan uważnie młodzież. Czy dostrzega Pan różnice między nami a naszymi rówieśnikami z lat ubiegłych?

Różnica jest zauważalna. Przede wszystkim uczniowie z lat ubiegłych mieli ogromny szacunek dla cudzej pracy. Kiedy oddano do użytku nowy budynek szkolny to przez 10 lat na ścianach nie było żadnej skazy, żadnego rysunku. Taka postawa dzieci to w dużej mierze zasługa nauczycieli, którzy już wówczas uczyli szacunku dla innych i miłości do Ojczyzny, nie tylko na swoich lekcjach, ale także podczas akademii i uroczystości szkolnych.

Czy różniły się one czymś od dzisiejszych?

Były bardzo patriotyczne i uczniowie chętnie w nich uczestniczyli. Akademie przebiegały w odświętnej i podniosłej atmosferze. Nie zdarzyło się, by ktoś odmówił wzięcia udziału w imprezie. Wydaje się, że uczniowie byli wówczas bardziej zdyscyplinowani, bo nawet na przerwach zachowywali się inaczej niż obecnie. Dla młodszych dzieci często organizowano na korytarzu zabawy.

Pracował Pan z tyloma uczniami. Czy jakiś rocznik, a może konkretny uczeń utkwił Panu w pamięci?

Jednym z najlepszych uczniów był pan Jarmusz, obecny radny miasta Szczecina. Był przewodniczącym Samorządu Uczniowskiego. Oprócz niego w szkole uczyło się wielu zdolnych uczniów. Pamiętam Michała Zeńczaka i jego brata, rodzeństwo Fryczów, Janowskich.

Czy utrzymuje Pan kontakty z absolwentami szkoły?

Oczywiście. Większość z nich nadal mieszka w Wielgowie. Z niektórymi spotykam się podczas obrad Osiedlowego Samorządu Mieszkańców, którego jestem przewodniczącym. Z innymi spotykam się w szkole, do której wracają już w nowych rolach – nauczycieli lub rodziców.

Dziękujemy za rozmowę.

Top