Spędzić życie na przejściu dla pieszych

Urząd miasta SzczecinaO przejściu dla pieszych przez tory kolejowe pomiędzy ul. Długą i ul. Przylesie było pisane już nie raz i nie dwa. Pisma i telefony do ludzi i instytucji odpowiedzialnych za utrzymanie tego przejście powodowały poprawę na kilka dni, a potem wszystko wracało do normy. A normą – według kolejarzy – są zamknięte rogatki na tym przejściu. Przyciskanie przycisku żądania podniesienia zapór nic nie daje, pomimo że rogatki na przejeździe w Zdunowie pomiędzy ul. Bałtycką i ul. Żuka są otwarte. Są otwarte też rogatki w ciągu ul. Miętowej. Ale tam są automaty, a przejście jest obsługiwane ręcznie. I tu właśnie jest cały problem, bo pracownik odpowiedzialny za otwieranie rogatek musi wcisnąć jakiś guzik, może musi podnieść się z krzesła, może musi okazać odrobinę dobrej woli i troszkę szacunku dla innych ludzi czekających przy przejściu. Wychodzi na to, że automaty na przejazdach mają dla nas więcej szacunku niż ludzie obsługujący to przejście.

W załączniku pismo Rady Osiedla do Dyrektora Linii Kolejowych w Szczecinie. Pewnie pismo to nic nie zmieni, ale zawsze warto próbować. Ja dziękuję Radzie za szybkie zajęcie się tą sprawą i napisanie tego pisma.

A tak przy okazji: czy szanowny Pan Dyrektor zdaje sobie sprawę z tego jakie życzenia są kierowane pod adresem jego i jego pracowników przez oczekujących na przejściu? Jeżeli spełnił by się z tego tylko jeden procent to już by była tragedia…

Komentarzy: 17 do Spędzić życie na przejściu dla pieszych

  1. Małgorzata napisał(a):

    A może by tak i tutaj można było zaprowadzić automatykę, bo ewidentnie jakiś kolejarz nie przykłada się do pracy lub coś nie działa jak trzeba. Nie znam się na tym ale mieszkam w pobliżu i często widzę jak ludzie stoją czekając na otwarcie przejścia a tak być nie powinno.

  2. bogdan napisał(a):

    Według mojego rozpoznania jest to jedna osoba, która psuje wizerunek innym pracownikom PKP, bo np. nie otwiera na dniówce a na drugi dzień kiedy ma nockę :-)
    Brak słów, pracy nie ma dla młodych a tam siedzi jakiś palant i jej nie szanuje. Wysłałbym takiego/taką do smarowania torów czy przykręcania śrub !!!

  3. Piotrek napisał(a):

    Jak zostało trafnie spostrzeżone przejście dla pieszych w odróżnieniu od przejazdów drogowych, jest obsługiwane ręcznie z odległego posterunku ruchu. W takiej to sytuacji zasada jest taka że jeśli w kierunku przejścia z kierunku Dąbia lub Reptowa zbliża się jakikolwiek pojazd szynowy przejście to MUSI BYŚ ZAMKNIĘTE. A w sytuacji gdy pociągi jadą naprzemiennie z obu kierunków, dodatkowo jeden za drugim w określonych odstępach – faktycznie oczekiwanie może być bardzo frustrujące. Trzeba sobie zdać sprawę że pracownik otwierający przejście dla pieszych pomiędzy pociągami robi to w odstępstwie od obowiązujących przepisów, z życzliwości dla oczekujących, ale w razie jakiegoś zdarzenia – wypadku ponosi pełną odpowiedzialność i może iść na kilka lat do więzienia.
    Przejazdy sterowane „automatycznie” mają tę wyższość że w określonej odległości od przejazdu znajdują się „przyciski” zamykające przejazd, a na przejeździe „przyciski” otwierające. Jest więc możliwe że urządzenie otworzy choćby na kilka sekund przejazd dla ruchu drogowego.

    ps.
    Panie Bohdanie – a może ta osoba nie chce się po prosu narażać? A co do młodych na kolei – widziałem wiele ogłoszeń o przyjęciach ale chyba jakoś nikt się nie pcha drzwiami i oknami bo nie widać tych tzw. młodych.

    ps.
    Pani Małgorzato – z pewnością automatyka na tym przejściu znacząco poprawiła by sytuację jeśli chodzi o możliwość jego przejścia

    ps. Do Bezimiennego Autora postu – z uwagi na sposób sterowania przejazdami i przejściem jasnym jest że aby Pracownik wcisnął określony guzik musi być spełnionych szereg uwarunkowań, a to że sąsiednie przejazdy są otwarte nie ma nic do rzeczy. Z pewnością pracownik ten obsługę tego przejazdu ma jako jedno z wielu obowiązków i ze względów bezpieczeństwa najczęściej przejście jest zamknięte. Automat jest bezdusznym urządzeniem które zamknęło by nie raz i nie dwa użytkowników przejścia pomiędzy rogatkami – często widziałem jak takie sytuacje na innych przejazdach – gdyż niektórzy ludzie pomimo gongów i migających świateł wchodzą na przejazdy nawet pomimo już opadających rogatek.
    Co do tego przejścia kilkukrotnie byłem świadkiem jak korzystali z niego kierowcy pojazdów silnikowych co jest kategorycznie niedopuszczalne – przecież to tak jakby jechali po chodniku.

    • piotr napisał(a):

      „”
      Trzeba sobie zdać sprawę że pracownik otwierający przejście dla pieszych pomiędzy pociągami robi to w odstępstwie od obowiązujących przepisów, z życzliwości dla oczekujących,
      „”

      ze co ? pracownik wykonujacy prace do ktorej zostal przydzielony robi ja z zyczliwosci ? widze ktos jeszcze zyje prlem

  4. Andrzej napisał(a):

    Ignorancję Pana Bogdana to jeszcze rozumiem, ale hejtu to już nie. Rada osiedla też mogła zadać sobie trochę trudu, aby dowiedzieć się jak sprawa wygląda, a nie pisać od razu skargę. Tak jak Pan Piotr napisał, automat posiada wiele dublowanych czujników monitorowanych online i tam zasady bezpieczeństwa są inne niż na rogatkach sterowanych przez człowieka, który nadzoruje bezpieczeństwo wielokilometrowego odcinka, po którym porusza się tysiące podróżnych na dobę. Priorytetem jest bezpieczeństwo całego odcinka.

    • Piotrek napisał(a):

      Hejt szeroko pojęty jest w obecnych czasach bardzo na topie. Przykład idzie z samej góry świecznika władzy. :-))

  5. rwpb napisał(a):

    Ja jako Bezimienny Autor postu, a jednocześnie autor tej stronki zapytam:
    Stoimy i wciskamy przycisk. Nic. Wciskamy dalej. Też nic. Przejazdy w Zdunowie i w ul. Miętowej otwarte. Po kwadransie zaczynamy przechodzić pod zaporami. EUREKA!!! Zapory się podnoszą!!! I pozostają otwarte. Dochodzimy do ul. Bałtyckiej i zapory są dalej otwarte – gong nie dzwoni, więc nie są zamykane. Pytanie: czy tak według kolejarzy wygląda bezpieczeństwo? A może trzeba to inaczej nazwać? Wbrew pozorom takie sytuacje są dość częste.

    Sytuacja inna. Zastałem zamknięty pomiędzy rogatkami z rowerem. Miałem załadowany koszyk na rowerze, więc trudno było przejść pod zaporami. Postawiłem rower i usiadłem na środku torów. Dopiero wtedy zapory się podniosły i mogłem opuścić przejście. Pytanie: po co tam człowiek, skoro robi to samo co bezduszny automat? To też jest bezpieczeństwo?

    Pytanie trzecie: Czy te przejście jest dla ludzi, czy ludzie są tylko dodatkiem do przejścia aby Szanowni Panowie Kolejarze mogli je czasem otworzyć? Jeżeli mamy czekać przez takie długie czasy na podniesienie zapór, to może brać kolejarska wykona tam jakąś wiatę? Może chociaż jakieś ławeczki?

    I pytanie czwarte, a właściwie propozycja: Może całkowicie zlikwidować to przejście i problem sam się rozwiąże? Będziemy chodzić obok tego przejścia lub nadkładać ok. kilometra drogi?

    Pozdrawiam wszystkich kolejarzy!!!

    • Piotr napisał(a):

      A może złożyć wniosek formalny o wybudowanie bezkolizyjnego skrzyżowania kolejowo drogowego? – czyt.kładka lub tunel.

    • Piotrek napisał(a):

      Pan nie pojmuje lub niechce przyjąć że zasady prowadzenia ruchy kolejowego, drogowego i inne reguły nie są ustalane przez szeregowych pracowników jagiegokolwiek przedsiębiorstwa transportowego, lecze przez odpowiedniego ministra w rządzie na podstawie ustaw.
      Innymi słowy – „nieznajomość prawa nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania”.

      ps. „Sytuacja inna. Zastałem zamknięty…” – przyznaje się Pan do popełnienia wykroczenia. Wchodząc na przejście już po rozpoczęciu procesu zamykania przejścia sygnalizowanym gongiam i światłami ostrzegawczymi, które to rozpoczynają ostrzeganie na kilkanaście sekund przed rozpoczęciem opuszczania rogatek.

      • rwpb napisał(a):

        Panie Piotrku, przyznaję się do tego, że przewożąc jakiś ładunek na rowerze nikt nie jest tak szybki jak z pustym. Wszedłem przy otwartych zaporach. Odpowiedzialny pracownik chyba zapomniał spojrzeć w monitor i zamknął zapory. Proszę przyjechać i sprawdzić ile sekund wcześniej jest gong i światła. Ala zapewne Pan tutaj nie bywa…

        Szanowni Panowie Kolejarze mogli by przez megafony (a te są zainstalowane przy przejściu) łaskawie poinformować czekających, że na przykład zapory się podniosą za 40 minut i zamiast czekać mogą się przespacerować na przejazd do Zdunowa. Jest to bardzo proste rozwiązanie, trzeba tylko troszkę chęci.

        I jeszcze odpowiedź dla Piotra. Budowa kładki lub tunelu raczej niestety nie będzie możliwa. Musiała by być to spora inwestycja z uwzględnieniem windy dla niepełnosprawnych, a to sporo kosztuje. Tym przejściem nie chodzi nikt ważny z miasta, więc nic z tego nie będzie.

  6. Sla napisał(a):

    Czyli reasumując – nic nie da się zrobić, a nierozgarnięty, ciemny, bo niepojmujący zasad obowiązujących na PKP lud, niech siedzi (stoi) cicho (może przed rogatkami wzmiankowanego przejścia) i cierpliwie czeka, „gdy pociągi jadą naprzemiennie z obu kierunków, dodatkowo jeden za drugim w określonych odstępach” do i z Dąbia i Reptowa, a w kocu przejadą, no bo kiedy muszą przejechać i przejście zostanie otwarte „z życzliwości dla oczekujących”, no chyba, że pan obsługujący przycisk nie będzie tego dnia życzliwy.
    Pozdrawiam wszystkich zdrowo i rozsądnie myślących, nawet pracowników PKP, a Pana Piotra w szczególności, za „dogłębne przedstawienie sprawy” i ukazanie „ciemnemu ludowi” magicznego świata przepisów PKP.

  7. Rafał napisał(a):

    Jak już jesteśmy w temacie tego przejścia to chciałbym poruszyć kwestie samej dróżki tego odcinka, dokładnie wyjścia w stronę sławociesza, dosłownie mamy tam piach po kostki a gdy spadnie deszcz to jedno wielkie błotniste bagno.. Przydałoby się coś z tym zrobić.

  8. Piotr napisał(a):

    Niezmiernie ciekaw jestem, podobnie zapewne i inni, merytorycznej, rzeczowej odpowiedzi z dyrekcji PKP.

  9. P napisał(a):

    Czekanie pod opuszczoną rogatką- temat wszystkim znany. można stracić cenny czas. ale czy ktoś z Państwa spotkał się z sytuacją odwrotną- kiedy jedzie pociąg a szlaban jest dalej podniesiony?? ja miałam tego pecha (a może szczęście, że nic się nikomu nie stało)..
    wracając z dziećmi od ulicy długiej rogatki były opuszczone, czekaliśmy- przejechał pociąg. rogatki się podniosły. przeszła jedna Pani, my po chwili i wchodząc na tory zobaczyłam nadjeżdżający kolejny pociąg, który był już naprawdę bardzo, bardzo blisko. ktoś zapomniał (???) zamknąć przejście. dobrze, że dzieci trzymałam za ręce i pociągnęłam do tyłu z torów i szczęście, że pociąg jechał powoli…. szlabany zaczęły zamykać się dopiero jak pociąg praktycznie przejechał. mina maszynisty, który zobaczył te otwarte rogatki i nas- odskakujących mu chwilę wcześniej sprzed kół- możecie sobie Państwo wyobrazić…

    • Piotrek napisał(a):

      Z opisu wynika że raczej przedwcześnie zapory zostały otwarte. Ciekawe dlaczego? Pewnie z powodu lenistwa ;-)

Top