Marek Łuczak – Wielgowo, Zdunowo, Załom – próba recenzji

31 lipca ukazała się książka Wielgowo, Zdunowo, Załom autorstwa Marka Łuczaka. Jest to już 20 książka poświęcona szczecińskim osiedlom. Minęło już 10 dni od wydania, więc na pewno znalazło się sporo nabywców tej publikacji. Jakie wrażenia i odczucia towarzyszą lekturze tej książki? Poniżej spróbuję przedstawić moje spostrzeżenia i uwagi. Oczywiście w sposób bardzo subiektywny i w zakresie dotyczącym naszych osiedli.

Książkę kupiłem 1 sierpnia w Antykwariacie Pomorskim przy ulicy Małopolskiej 7. I od razu zaskoczenie, bo cena trochę odstrasza. 50 zł za książkę powstałą przy wsparciu finansowym czterech sponsorów wydaje się kwotą trochę wygórowaną. Książka posiada twardą oprawę i jest wydana na papierze dobrej jakości. Może cena by mniej odstraszała, gdyby w publikacji była wkładka ze zdjęciami w dobrej jakości, jednakże takiej wkładki nie ma. Zdjęcia są raczej średniej jakości i czarno-białe.

Otwierając książkę po lewej stronie mamy tekst polski z tytułem „Wielgowo”, a po prawej stronie tekst po niemiecku z tytułem „Augustwalde”. Zdawać by się mogło, że po lewej jest opisane Wielgowo, a po prawej Augustwalde. Tak jednak nie jest, jest to ten sam tekst w dwóch językach. Nasuwa się od razu spostrzeżenie, że nazw własnych się nie tłumaczy. Kto nie wierzy, niech spróbuje przetłumaczyć np. swoje nazwisko. Nie można tłumaczyć słowa „Wielgowo” jako „Augustwalde”. Są to niezależne nazwy dotyczące różnych okresów historii osiedla. Z podobnymi błędami można się spotkać także w dalszej części książki. Powoduje to często dość śmieszne sytuacje, wyczytać można np. „Wielgowo powstało jako wieś osadnicza w XVIII wieku”, czy też napis na pomniku pamięci poległych w I Wojnie mieszkańców Augustwalde: „Na pamiątkę naszym poległym bohaterom 1914-1918. Wdzięczni mieszkańcy Wielgowa”. Uśmiech wywołuje stwierdzenie, że w 1999 roku w Augustwalde przy ulicy Bahnhofstrasse 1a powstało Gimnazjum nr 31, a w 2011 roku przy tej ulicy powstał sklep Biedronka.
Według książki „Wielgowo to jedna ze wschodnich dzielnic Szczecina”. Wypadało by podziękować autorowi, że podniósł nasze osiedle do rangi dzielnicy.
Zarówno w Augustwalde, jak i w Wielgowie w różnych okresach ulice miały różne nazwy. Opisując jakiś okres należało by zachować nazwy ulic z tego okresu i np. w nawiasach podać współczesną nazwę. W publikacji nazwy ulic są bardzo pomieszane i czasem trudno zorientować się o jaki okres chodzi.
Podobnie błędna jest interpretacja obecnego Sławociesza jako niemieckiego Franzhausen. Obecne Sławociesze to obszar dwóch niemieckich osiedli, wspomnianego Franzhausen i części Augustwalde zwanym Fritzenhof. Pomieszanie tych terenów prowadzi znów do komicznych sytuacji. W książce można wyczytać, że „W 1948 roku Sławociesze zamieszkiwało 361 osób”, a tuż dalej, że dopiero w latach 70-tych zaczęły powstawać pierwsze dony letniskowe przekształcone następne w całoroczne.
Do dzisiaj, szczególnie wśród starszych mieszkańców osiedli, funkcjonuje nazwa „Spalona Wieś” . Nazwą tą określany jest teren niemieckiego osiedla Franzhausen (obecna ulica Stary Szlak). Nazwa ta nie powstała przypadkowo, osiedle zostało spalone tuż po wojnie przez żołnierzy sowieckich, a następnie rozebrane „na cegły” na odbudowę Warszawy.

Stwierdzenie, że w latach 70-tych został zlikwidowany most nad autostradą w ciągu ulicy Stary Szlak przez który prowadziła droga do Dunikowa, Kijewa i Dąbia jest kompletną bzdurą. Most ten został zniszczony w marcu 1945 roku. Wtedy zostało zawalone przęsło nad autostradą nad południową jezdnią w stronę Rzęśnicy. Do kwietnia 1972 roku zachowało się drugie przęsło mostu nad jezdnią północną, ostatecznie zostało ono wysadzone przez saperów z Podjuch. Droga ta w polskiej historii tych terenów nie miała nigdy żadnego znaczenia, bo zawsze była nieprzejezdna.

Wiem, czepiam się, ale w wydawnictwie komercyjnym pod patronatem medialnym poważnych instytucji takie błędy nie powinny jednak mieć miejsca.

W niemieckiej historii osiedli brakuje mi rozwinięcia wątków kulturowych, sportu i szkolnictwa. Powojenna historia osiedli jest opisana bardzo skąpo, brak informacji o instytucjach, zakładach pracy, szkolnictwie, a przede wszystkim o kulturze i sporcie. Za to bardzo dobrze jest przedstawiona powojenna historia parafii. Niektóre wątki powinny być jednak bardziej rozwinięte. Pamiętajmy, że książka jest publikacją komercyjną i dotarcie do niektórych materiałów nie powinno stanowić problemu. Jednym z przykładów mogą być dzwony przy kościele. W archiwum w Wurzburgu jest sporo informacji na ten temat, można nawet porozumieć się po polsku. Historia tych dzwonów jest ciekawa, ale opisana dość pokrótce. Nie jest wyjaśnione skąd się wzięły na dzwonnicy, dlaczego jeden z nich pochodzi z Klinisk, mino, że żyją ludzie, którzy je zawieszali.

Książka może stanowić dobrą pozycję startową dla chcących poznać nasze osiedla. Zawiera sporą ilość zdjęć, w tym kilka dotąd niepublikowanych. Dla osób znających tylko pobieżnie swoje osiedle, czy chcących poznać historię tych terenów przedstawione informacje będą na pewno ciekawe i odkrywcze. Mimo kilku błędów i nieścisłości oraz niedomówień w wątkach tematycznych, czy pominiętych niektórych tematów jest dobrą pozycją zawierającą sporo informacji o tytułowych osiedlach. Na pewno powinna stać się obowiązkową lekturą dla nowych mieszkańców osiedlających się w Wielgowie i Sławocieszu.
Dobrym uzupełnieniem treści publikacji mogły by być wspomnienia, czy też rozmowy z mieszkańcami osiedli. Można było dotrzeć do ludzi, którzy tworzyli powojenną historię tych terenów. Do publikacji dołączona jest mapa z 1937 roku, brak jednak mapy współczesnej. Książkę czyta się szybko, informacje nie są przedstawione w sposób encyklopedyczny, ale raczej beletrystyczny, co jest dużym plusem.

Marek Łuczak – Wielgowo, Zdunowo, Załom
Wydawca: Zapol Spółka Jawna
Wydanie I, Szczecin, 2012 rok
Stron 176
ISBN 978-83-7518-398-6

Zapraszam wszystkich, którzy kupili bądź kupią tę książkę do podzielenia się swoimi uwagami.
Zobacz też komentarz do tego wpisu

Komentarzy: 14 do Marek Łuczak – Wielgowo, Zdunowo, Załom – próba recenzji

  1. Zdunowiak napisał(a):

    U Pana Makaruka jest taniej niż w Zamkowej a to tylko kilka kroków. Widzę, że mamy podobne odczucia po lekturze książki Pana Łuczaka. Jest kilka błędów oczywistych dla mieszkańców naszych osiedli. Mnie bardzo zdziwiła informacja jakoby droga z dworca do Płoni została wybrukowana w 1933. O ile mnie pamięć nie myli ta droga nigdy nie była wybrukowana? Wiem z doświadczenia, że takie błędne informacje czasami zaczynają żyć własnym życiem i po kilkudziesięciu latach stają się „faktem”.

    Warto by zebrać grupę miłośników lokalnej historii i popracować nad wydawnictwem z prawdziwego zdarzenia. A może Pan się podejmie tego zadania? Chętnie wsparłbym taki projekt zarówno na poziomie finansowym jak i wydawniczym.
    pozdrawiam
    Tomek

  2. rwpb napisał(a):

    Droga z dworca PKP Zdunowo do Płoni została utwardzona w 1973 roku płytami betonowymi, została wtedy uruchomiona linia autobusowa 73 z początku Zdunowo-Podjuchy do Wiskordu, a następnie Zdunowo-Basen Górniczy. Przedtem była to droga leśna częściowo wysypana szlaką. Nigdy na tej drodze nie było żadnego bruku. Podobnych błędów w książce jest więcej.

    Napisanie książki wymaga poświęcenia sporej ilości czasu. Wymaga też wielu wyjazdów, np. wyjazd do Wurzburga w spawie wspomnianych dzwonów kosztował mnie dwa dni. Sporo materiałów o Augustwalde można też znaleźć w Lubece, ale nie ma tam osób chętnych do współpracy (Ziomkowstwo). Wiele materiałów jest niedostępnych lub sprzecznych, np. organy w naszym kościele nie zostały wybudowane przez firmę Orgelbau Anstalt Ignaz Weise której emblemat jest na instrumencie. Firma nie może też rozpoznać instrumentu ze zdjęć. W parafii Sorghof w Niemczech nie zachowały się żadne dokumenty, a szkoda.
    Jeżeli znalazła by się grupa osób chętna do pracy, to oczywiście chętnie pomogę. Teraz, gdy książka już się ukazała, będę trochę publikował posiadane materiały.

  3. Tomasz napisał(a):

    Tak się zastanawiam, że jeszcze jakiś czas temu w internecie można było poczytać o dzwonach z Wielgowa, że mieszkańcy przytargali je z parafii w Zubrzy na Ukrainie, w książce pojawia się inna informacja. Dziwi mnie, że ludzie którzy nic ni piszą nagle mają najwięcej do powiedzenia, jedyna możliwość by przebić publikację to napisać coś lepszego, a z tym jak zwykle jest problem. Jak się pisze o błędach to warto je opisać i podać źródła, bo tak to trochę przypomina Bad PR, gdy ktoś wkracza na wasze podwórko.

    Nie jestem historykiem, ale Państwo chyba tez nie jesteście, więc zamiast komentować zróbcie wreszcie coś naprawdę wartościowego i napiszcie coś co zachwyciłoby nas wszystkich. Tak się zastanawiam czy przy innych autorach też tak się wysilacie, może napisać do autorki, że inaczej byście widzieli przygody Harrego Pottera niż to opisała. Jaki to ma sens… Dla mnie książka jest co najmniej ok.

  4. rwpb napisał(a):

    W Wielgowie do dzisiaj funkcjonuje parę plotek, przykładem może być Pałac Goeringa, czy dzwony przywiezione z parafii w Zubrzy. Proszę tylko pomyśleć jak mógł być przywieziony dzwon z Zubrzy z napisami „Groß Christinenberg”, czyli dzisiejsza Kliniska Wielka??? Tego typu informacja nawet nie jest śmieszna.
    Internet to zbiór wiadomości pisanych przez wielu ludzi na ich sposób. Bardzo różne też są poziomy wiedzy autorów. Wielu ludzi po prostu przekazuje plotki i domysły. Proszę poszukać i internecie na przykład informacji o pomniku-obelisku przy ulicy Lubczyńskiej w Załomiu, a potem zapraszam do przeczytania wpisu Wędrujący pomnik

    Harrego Pottera nie czytałem, więc nie mogę się wypowiedzieć.

  5. Urszula napisał(a):

    A ja myślę, że nie można porównywać opracowania zrobionego przez kilka, kilkanaście osób przy wsparciu gazet i portali tworzonych przez zawodowców z opracowaniami amatorów i miłośników. Książka jest pisana za pieniądze i aby ją przeczytać, czy mieć trzeba zapłacić. I tak ją trzeba oceniać, jako profesjonalne opracowanie zrobione przez profesjonalistę. Tomaszu, nie miał byś pretensji gdyby profesjonalna firma zrobiła Ci za pieniądze kafelki w łazience po amatorsku? Droga do Płoni faktycznie była drogą leśną, jeździłam nią do pracy do Fakonu w Płoni. Nie było żadnego bruku.

  6. Stettiner napisał(a):

    Niewiele wiem o Wielgowie, ale pisałem kiedyś artykuł o papierni, który wpradzie niegdy się nie ukazał ale pozbiarałem trochę materiałów.

    O wybrukowaniu ul. Żuka w 1933 roku jest napisane w Pommersche Zeitung z dn. 8 lipca 1933 roku (dostępna w książnicy). Nie mam pojęcia co stało się z tym brukiem, czy go wywieziono do Warszawy i czy naprawdę istniał.

    Ponieważ autor nie żył jeszcze w 1933 roku, więc oparł się pewnie na tym źródle. Chociaż według mnie jest to karygodne, że nie zdarł obecnego asfaltu i nie sprawdził co jest pod spodem. Powinien wręcz przeprowadzić jakieś badania, odwierty…

    O wędrującym pomniku faktycznie wyszedł fajny artykuł ale w maju tego roku, zakładam że skoro publikacja wyszła w lipcu to była pisana, znacznie wcześniej, potem korekty, tłumaczenia, druk itd. Jak się zastanowić to powołać się na niepodpisany artykuł na portalu to można wtopić jak pewna dziennikarka z turem z Turzyna. A o dzwonach to jeszcze trzy miesiące temu czytam na tym portalu w historii parafii, że są z spod Lwowa, to w końcu kiedy odkryliście skąd są dzwony…? Może po tym jak dostaliście zdjęcia od ks. Marchewki, bo ona sam był wcześniej przekonany, że pochodzą ze Lwowa…

  7. rwpb napisał(a):

    Stettiner, nigdy na mojej stronie nie było wzmianki, że dzwony są z Zybrzy.
    Co do bruku i asfaltu: po co odwierty, skoro można popytać ludzi? Są ludzie mieszkający tutaj od 1946 roku. Wystarczy rozmowa.

  8. Kasia napisał(a):

    W Książnicy Pomorskiej w dziale Rękopisów są świetne wspomnienia Eugeniusza Karasia, jeńca z Woldenbergu, który był w Wielgowie zimą 1945 roku przez 2 tygodnie. Fascynująca relacja pokazująca jak pokomplikowane stosunki międzyludzkie panowały wówczas w Wielgowie. Dużo o naszej dzielnicy jest w archiwum, ja podaję tylko te zbiory, które zawierają informację o naszym osiedlu w pierwszych latach po wojnie tj.
    Archiwum Państwowe w Szczecinie:
    Komitet Powiatowy PPR w Gryfinie.
    Starostwo Powiatowe Gryfińskie.
    Wojewódzki Oddział PUR w Szczecinie.
    Archiwum Państwowe w Płotach:
    Powiatowa Rada Narodowa w Nowogardzie.
    Starostwo Powiatowe w Nowogardzie.

  9. Romka napisał(a):

    Mój komentarz będzie odniesieniem po trosze do wszystkich powyższych wypowiedzi (zaznaczam, że książki nie czytałam).

    1. Zacznę od pierwszego szerszego omówienia autorstwa rwpb.
    Problem mieszania nazw przedwojennych, czy dawniejszych jeszcze i powojennych w kontekście określonych wydarzeń to KATASTROFA w dziedzinie REDAKCJI wydania, która dotyka większość wydawnictw (zwłaszcza różnych spółek) i ich publikacji. Dawniej autorowi mogło „się pomylić”, ale nad uporządkowaniem i poprawieniem jego błędów czuwał konkretny redaktor (czasem + konsultanci) wymieniony zresztą z nazwiska na odwrocie strony tytułowej. Obecnie „redakcja” sprowadza się w zasadzie do nadania określonego kształtu/formatu edytorskiego oraz powiązanej z nim dbałości o atrakcyjność ważącą na efekcie ekonomicznym. Takimi „drobiazgami”, jak powstanie „Biedronki” w Augustwalde nikt się nie przejmuje.

    2. Za treść odpowiada AUTOR, a ten konkretny, M. Łuczak, też „nie ma czasu i ochoty”, bo musi pracować nad następną publikacją, żeby zarobić (swoją drogą obecnie autorzy „zarabiają” znacznie mniej na publikacji niż dawniej. Wydanie 20 „przewodników” nie czyni jeszcze z p. Łuczaka PROFESJONALISTY, chyba że w dziedzinie „masowej produkcji pseudo-przewodników”. Taki autor też nie ma czasu, by pochodzić i popytać wśród mieszkańców – jego „dzieła” są w zasadzie kompilacją informacji pozyskanych od Sasa do Lasa: w prasie, internecie, „przypadkowych” innych publikacjach – bez weryfikacji wartości historycznej źródeł. Gdzie mu tam do studiowania archiwów choćby szczecińskich, o niemieckich nie wspominając. Ma powstać zgrabna „opowieść” do poczytania dla mało zorientowanych w temacie i mało wymagających – dla nich będzie OK.

    3. Zachęcanie do „współwytworzenia” PRAWDZIWEJ opowieści o historii Wielgowa jest z pewnością „szczytne” i godne pochwały, ale często polega na „no to napiszcie coś lepszego” – bez konkretnej propozycji współpracy, a zwłaszcza jej rozpoczęcia: utworzenia jakiegoś zespołu chętnych, opracowania planu i podzielenia działań oraz wyegzekwowania rezultatów. Tak powstają książki z prawdziwego zdarzenia „pod redakcją XY”.

    4. Bardzo spodobał mi się wpis Kasi – chęć i umiejętność korzystania z archiwów to dziś rzadkość (poza osobami wiekowymi). Może Ona zechciałaby zebrać i „poprowadzić” taki zespół? Ktoś musi SZEFOWAĆ i ZACZĄĆ na poważnie realizację inicjatywy, a wtedy i współpracownicy się znajdą, a rwpb z pewnością pomoże w szerokim zakresie. Wydawca też pewnie się w końcu znajdzie, tyle że autorzy poszczególnych tekstów nie mogą raczej liczyć na profity ekonomiczne. Może jednak popracują z sympatii do wspomnień i ku wiedzy dla potomnych.

    Ja niestety nie pomogę – za daleko mieszkam, ale Wielgowo darzę duuużym uznaniem i ciekawością; z pewnością w znacznej mierze dzięki interesującej i „ciepłej” redakcji strony internetowej przez rwpb. A poza tym ja też „z Galicji” (gdzie Zubrza), choć urodzona w Dąbiu Szczecińskim.

    • Zdunowiak napisał(a):

      Do Romki i trochę do Tomasza

      Wypunktowała Pani moją zachętę do współtworzenia książki o Wielgowie. Zajmuję się numizmatyką i piszę książki o monetach, dlatego nie podejmę się (przynajmniej na razie) pisania o rodzimych osiedlach. Jednak tak jak wspomniałem chętnie będę partycypował w kosztach. Ewentualnie podjąłbym się tematów związanych ze Zdunowem gdzie mieszkałem przez wiele lat. Wydaje mi się, że ta strona to dobre miejsce do zamieszczenia takiej informacji. Na więcej działań nie mam obecnie czasu.

      A w kwestii Pani pomocy :) to odległości w dobie skanerów, cyfrowych aparatów i Internetu w dzisiejszych czasach nie mają większego znaczenia. Ludzie mieszkający w Polsce piszą na bazie dokumentów znajdujących się w archiwach rosyjskich czy londyńskich.

  10. Magda napisał(a):

    Ja nie mam książki, ale chciałam prosić o wyjaśnienie. Mieszkam na Osadzie Leśnej koło Wielgowa. Wszystkie źródła podają nazwę nieniecką tego miejsca jako Jagersweil, a ta strona podaje Pechfurth. Jak to właściwie jest? I drugie pytanie, dlaczego nie ma podpisów autora pod artykułami?

    • rwpb napisał(a):

      Na stronie jest porównanie mapy przedwojennej i współczesnej; http://wielgowo.pl/?page_id=1088 to powinno wiele wyjaśnić.
      Co do podpisów autora pod wpisami, to zawsze taki podpis jest pod lub przed tekstem, jeżeli jest to tekst pisany przez kogoś. Ja swoje teksty nie podpisuję, bo uważam, że to zbytek. Nie ma sensu, aby w każdym wpisie było; „wpisany przez rwpb”.

      I jeszcze do Stettinera, jeżeli kiedyś jeszcze tutaj zajrzy. W pierwszym drukowanym wydaniu „sedina.pl” wszyscy autorzy zamieszczonych artykułów podali swoje nazwiska, tylko przy moim artykule nie było nazwiska, był tylko sam nick. Jakoś nikomu to nie przeszkadzało i nie przeszkadza do dzisiaj. A z tym turem z Turzyna bardzo fajnie Wam wyszło.

      Zapraszam wszystkich do wysłuchania audycji „Szczecin we wtorek” z dnia 28 sierpnia. Jest w niej rozmowa z Markiem Łuczakiem na temat tej publikacji. LINK DO AUDYCJI

  11. Sławek napisał(a):

    Książki nie czytałem, bo jest zbyt droga. Poczekam, az pojawi się w wypożyczalniach. Tak więc co do meritum się nie wypowiem.
    Jednak z tego co zdążylem juz zauważyć, to nie podoba mi sęe jej dwujęzyczność. Dla większości ludzi, nawet tych znających oba języki, to zbytek w dodatku chyba przekuty na cenę.
    Gdybyśmy mieli do czynienia z tablicą informacyjną dwu lub wielojęzyczną przy jakimś obiekcie to ma to sens, w przypadku książki już nie. Bo czemuż to nie dodac jeszcze np. najbardziej „międzynarodowego” języka świata czyli angielskiego, a może jeszcze języka, którym mówi najwięcej ludzi czyli chińskiego chociażby w jego prostej, podstawowej formie…
    Wiem, że autor bedzie się bronił uwarunkowaniami historycznymi tego terenu, ale mnie tym nie przekona…
    Wiecej wrażeń, gdy już to przeczytam, a chcę…

  12. Romka napisał(a):

    Do Zdunowiaka … i trochę do innych komentarzy:
    Ucieszyłam się bardzo z KONKRETNYCH PROPOZYCJI Zdunowiaka:
    a)wsparcie finansowe wydania, jakże istotne obecnie;
    b)pomoc w opracowaniu części dotyczącej Zdunowa.
    To jakby zaczątek „organizacji” redakcyjnej. Ja mogę dorzucić „ofertę” sprawnej i szybkiej korekty językowej tekstów (mam spore doświadczenie) przesyłanych mailami. Niestety, choć żyjemy „w dobie…”, to ja z poprzedniej doby – nie tak sprawna komputerowo.
    Poza tym – mimo reklamy – nie wszystkie polskie archiwa są w pełni zdygitalizowane. Próbowałam „dobrać się” internetowo do Akt Powiatu Gryfińskiego (lata 1945-1947) w Archiwum Państwowym w Szczecinie – skończyło się na osobistej wizycie, bo innej możliwości nie ma.
    Dlatego jeszcze raz APELUJĘ DO P. KASI – może podejmie się zadania, a ja wesprę radą; „przepytywaczy” miejscowych łatwiej znaleźć; pomoże z pewnością i RWPB i inni.
    „Odsłuchałam” wywiad radiowy z p. ŁUCZAKIEM – pierwszy komentarz rwpb z pewnością przeczytał, ale „trochę historii” na stronie Wielgowa z pewnością już nie. Generalne wrażenie – żenujące, potwierdzające moją opinię „profesjonalisty” w dziedzinie seryjnie produkowanych pseudo-przewodników.
    Do Sławka: mam mieszane uczucia w sprawie wydania dwujęzycznego. Oczywiście podniosło cenę, ale nie należy zapominać o sporej grupie Niemców, urodzonych „w miejscu” i przesiedlonych, lub ich dzieci, które od najmłodszych lat karmiono opowieściami o „heimacie”. Oni ani polskiego, ani angielskiego często nie znają, a chętnie obecnie przyjeżdżają, opowiadają, wspominają i mogą „dorzucić” niejedną ciegiełkę do historii miejsca.

Top